Venom

Przelało się, we mnie. Będzie światopoglądowo, będzie prywata, będą również herezje, będzie „kościół”. Tylko dla widzów o mocnych nerwach. Nie nadaję się.

Pech chciał, że wpadł mi artykuł w ręce, ściślej napatoczył się na Facebookowym wallu kiedy próbując się obudzić przeglądałem świat w łóżku, widząc na jedno oko. „Katolicka nienawiść w twoim domu” zaciekawiła mnie tak bardzo, że postanowiłem przeczytać później, mając bardziej trzeźwy umysł, taki, który poradzi sobie z rozwiązaniem tego pomieszania z poplątaniem (tak, były cytaty). Już po dwóch dniach, na własne nieszczęście, przypomniałem sobie, że miałem przeczytać. Głupi! Niewiele zatem myśląc, szybko odnalazłem ów artykuł, i zacząłem czytać. I to był błąd.

Tatusia dyrektora nie lubię. On też by mnie nie polubił. W zasadzie, nawet znam jednego ojca dyrektora, ale jest dyrektorem szkoły a znam tylko z opowieści. Wyszło poplątanie. Nic, absolutnie nic, nie zmienia faktu, że o. Rydzyka nie lubię, nie polubię, nie zacznę szanować ani wierzyć w choć jedno słowo, które powiedział. Świnia ze mnie.

Chociaż, jakby się dłużej zastanowić (czyli tyle ile trwało napisanie poprzedniego zdania) to należałoby wręcz podziwiać. Nauka cały czas szuka Perpetuum mobile a jemu się udało! Wszyscy wiemy jak to działa. Z drugiej strony, jak bardzo trzeba być zadufanym w sobie dupkiem, żeby wykorzystywać jedyne (tak, często jedyne) w co szczerze, bezsprzecznie, niezaprzeczalnie i głęboko potrafią czasem wierzyć ludzie?! Tak, pomimo mojego światopoglądu, do którego kreowania zapewniam sobie i tylko sobie całkowite prawo, potrafię dopuścić do siebie myśl, ba, zrozumieć (Potrafi!), że dla niektórych wiara (nie ważne jaka) jest rzeczą (tworem, bytem, fizyką, jak zwał), która nie podlega najmniejszej dozie krytyki, próby doszukania się nieścisłości, szukania błędów, nie! To jest Coś. Coś, co ulega interpretacji, indywidualnemu przełożeniu na własne życie i szczerym, podkreślam SZCZERYM kierowaniu własnym życiem według narzuconych zasad. Sam mam swoje.

Jak więc można to wykorzystywać? Odmówmy sobie przyjemności, paczki papierosów, słodyczy i zasilmy to źródło – parafrazując grzmiącego z „ambony” Radia Maryja tatkę dyrektora. Nie wkurza wcale to, że ludzie płacą, wkurza dlaczego to robią.

Z innej bajki; niedzielny wieczór, grill na plaży, sympatycznie, miło i kulturalnie leżymy na leżaczkach, znajoma chwali się przeżyciami z pracy. Niewyobrażalną dla niej sprawą było to w jakim tempie rozchodziły się darmusy. Małe, kolorowe i grzechoczące cosie potrzebne przeciętnemu człowiekowi do tego, żeby zbierał się na nich kurz. Przeciętny to może nieeleganckie określenie, przyjmijmy więc, że to osobnik z modelu rodziny 2+ileś, posiadający samochód i kredyt hipoteczny, niekoniecznie we frankach. Znajomą bawiło również to, że „starsze babcie” pytają o to, czy darmusy jeszcze będą, ew. to, że brały po 2 – 3 i uciekały (nie kupując niczego z oferty firmy, w której ów znajoma pracuje). Ciebie też to dziwiło. Po chwili, Koleżanka z pracy (a pracuje, ona, z ludźmi, w jakimś stopniu) zgasiła ją w najlepszy z możliwych sposobów, uświadamiając, że dla tych, jak je określiła znajoma, starszych babciów, taki darmus to często jedyne co może dać swoim wnukom. I tutaj, wracamy do tematu.

Koń jaki jest, każdy widzi. Jaka jest grupa odbiorców dzieła życia Rydzyka, też. Tutaj się to właśnie zaczyna zazębiać. Starsza, niepracująca kobieta (mężczyźni, podobno, też!), na emeryturze (emerytura jaka jest, każdy wie), która cały rok oszczędza na prezenty świąteczne dla wnuków (chociażby po czekoladzie), zbierająca darmusy z promocji, żeby dać to dzieciom, które możliwe, że wywalą to zaraz po tym jak babcia wyjdzie, ze swojej marnej emerytury wysyła grosik na dzieło boże. I nie robi tego bo jest głupia.

Dawno, dawno temu. Tia, ze trzy lata! Wagarując, siedzimy z kumplem i mamy tzw. bekę z Radia Maryja.  Cytuje swoją sąsiadkę: „Ja to im tam nic nie wysyłam, czasem tylko stówkę albo dwie jak przyjdzie emerytura”. Wtedy to było zabawne.

Osobiście znam ludzi, którzy codziennie słuchają tej rozgłośni. Nie twierdzę, że są głupi. Lepiej, ten, którego mam na myśli jest najlepszym florystą jakiego znam. Poważnie i bez drugiego dna. I lubię z nim rozmawiać, lubię zapytać jak czują się jego rośliny (tak, udowodnił mi, że rośliny czują. Nie do końca wiem co i jak, ale coś w tym jest). Mąciwoda.Generalnie go lubię. Do czasu, kiedy nie zaczną się dwa tematy – polityka i/lub religia. Wtedy zaczyna się piekło.

Zdarzało się kilka razy, w moim krótkim życiu, że ja też słuchałem. Tak, właśnie. Ale robiłem to z ciekawości. Szalenie porywało mnie słuchanie wiadomości, szczególnie w wykonie Piotra. Mówi się, że to telewizja kłamie – nie zgodzę się do końca. Ilość zabiegów językowych, składnia, akcenty a na sam koniec treść nawet mnie, a bardzo się starałem, przekonałyby, że to jest najprawdziwsza, jedyna właściwa, prawda. Niewiele brakowało.

I tak właśnie przez całe życie gromadziłem klocki tej układanki. Z ciekawości, jak mawia mój brat, trzeba znać język wroga. Ale on to mówił o niemieckim! Dzisiaj złożyły się w całość, do opisania której brakuje mi słów. Ale spróbujmy…

Szczenięciem będąc rodzice ciągali mnie co niedziele w miejsce wiadome. Na początku nie robiło to na mnie większego wrażenia, ni mnie ziębi, ni parzy. Z wiekiem świadomość wzrastała. Pierwsza spowiedź – było mi głupio. Doskonale opisał to tekst Kubryńskiej. Z tą różnicą, że ja znałem człowieka po drugiej stronie. Czułem się jak gówno, bałem się, że rodzice się dowiedzą. Przeżyłem. Mijały lata, świadomość samego siebie wzrastała. Zacząłem czuć się tam obrażany. Regularnie. Przy okazji każdych świąt i innych okazji jak np. rekolekcje. W pewnym momencie przestałem na to pozwalać.

Pójdę do piekła. No i zajebiście, przynajmniej nie będzie nudno, wszyscy moi znajomi tam będą. I jest cieplej. Martwi mnie tylko, że polski kler też się tam wybiera. Nawet w zaświatach mnie dopadną. Pozostaje wierzyć w reinkarnację.

Podobno każdy katolik ma żyć wedle 10 przykazań. Pech tak chciał, że pamiętam je do dzisiaj i jedyne co rozumiem, to to, że polski kościół postępuje dokładnie wbrew nim. Każdemu z nich. Z każdego ich słowa tryska jad, niechęć do ludzi, nienawiść i zło. Każdy, kto choćby próbuje myśleć samodzielnie spotyka się ze ścianą oszczerstw i wyzwisk ubranych w jedyne właściwe metafory i aluzje. Każdy z założenia jest zły. Dobry nie jest ten, kto żyje uczciwie, pomaga ludziom, niesie pomoc, ma czyste myśli i zamiary. Nie ten, kto swoim podejściem chce dawać przykład. Nie ten, który rozumie innych i kocha bezinteresownie. Nawet nie ten, który rozdał wszystko innym. Dobry jest ten, który w zębach przynosi gotówkę. Miliony w nieznaczonych banknotach, dźwięk przerzucanych w koszykach monet, szelest świeżo wydrukowanych pieniędzy to jest to, co dzisiaj oznacza dobro. Hipokryzja na całego. Przecież Jezus żył ubogo. No i wystarczy, że on. Oni nie muszą.

Tym co drażni mnie najbardziej jest to, jak wykorzystuje się ludzi, który szczerze wierzą w to, że faceci w kiejdach mają powołanie. Którzy powołują się na Pismo Święte jednocześnie mówiąc, kto ma wygrać wybory. Którzy wyciągają od ludzi pieniądze na nowy samochód, większy dom, lesze nagłośnienie w kościele albo drzwi jak do supermarketu pod pretekstem budowania domu Pana. Pana owszem, ale Pana Księdza. Którzy manipulują informacją przedstawiając jeden punkt widzenia, wciskają się w miejsca, które absolutnie nigdy nie powinny ich w ogóle interesować. A jednak.

Zastanawiam się jeszcze nad jednym aspektem, jak ludzie, którzy „szanują bliźniego swego jak siebie samego” potrafią rzucać wyzwiskami pod adresem innych. Bo przecież wszyscy jesteśmy równi, podobno. Ale jak widać mamy nadludzi i podludzi. Jestem podludziem. Wstrząsnęło mną do cna to co przeczytałem. Nigdy nie byłem kobietą, tym bardziej matką. Ale jak kobieta, która mówi, że jest głęboko wierząca może powiedzieć, że dobrze się stało, że inna kobieta została zgwałcona? Jak matka może powiedzieć coś takiego o swojej własnej córce? Jak można jawnie porównać człowieka do Hitlera? Jak można bezkarnie głosić tak poważne oskarżenia pod adresem kogokolwiek, bez względu na status społeczny, majątkowy, stanowisko, wykształcenie czy pochodzenie? Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Wiem jedno, zaczynam się bać. Bać życia w tym kraju.

Pakuję się, zostawiam wszystko i wyjeżdżam. Możliwie jak najdalej. Bo nie wytrzymie. Wszystkie żarty z młodszej wersji mnie stają się zbyt realne. Chciałbym się śmiać, zlekceważyć, puścić mimo uszu ale nie potrafię. Bo boję się jak wielu jeszcze ludzi może dać się perfidnie zmanipulować pod pretekstem większego dobra. Czekam na wyprawy krzyżowe. Już blisko.

Ok, nie wszyscy są źli. No bo nie są! Spotkałem i takich, którzy mieli poukładane w głowach, solidne wykształcenie i potrafili odciąć się od wszystkich tematów, które nie były poruszane w biblii. I wierzę, że takich jest więcej. Bo to jedyne co mi zostało, wierzyć, że to się tak nie skończy, że ktoś w końcu potrząśnie tym całym dobytkiem, ludzie się otrząsną i sami ocenią to co dzieje się dookoła.

Matka Teresa z Mokotowa powiedziała mi dzisiaj, że cały świat wcale nie jest taki zły. Trzymajmy się tej wersji. Rękami, nogami i zębami. 

Dawaj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s